czwartek, 14 stycznia 2016

Epilog




Jakiś czas później...


Zaniosłam ostatnie pudło na strych. Całe poddasze zabytkowego domu wypełniały teraz kartony różnych rozmiarów. Na każdym z nich napisałam wcześniej odpowiednie cyfry. Miały oznaczać poszczególne daty. Aż łezka w oku się kręci, jeśli człowiek przypomni sobie ile wspomnień znajduje się w każdym z tych kartonów.
-Babciu! Jeszcze to!- po schodach wbiegła moja ukochana wnuczka.
-Dziękuję kochanie- pogłaskałam ją delikatnie po jasnobrązowych włoskach okalających jej uśmiechniętą twarzyczkę. Była bardzo podobna do mamy, choć oczy odziedziczyła po ojcu.
-Co jest w tych wszystkich pudłach?- spytała tonem oczekującym dość wyczerpującej odpowiedzi. Choć miała zaledwie 8 lat, ciekawiło ją wszystko co stanęło na jej drodze. Nigdy nie miała problemu z zadawaniem nawet najdziwniejszych pytań. W przeciwieństwie do jej brata. 5 letni Luke nigdy nie lubił zbyt dużo mówić. Ograniczał się do prostych wypowiedzi.
-Wspomnienia Cassie- uśmiechnęłam się do niej.
-Ale babciu! Przecież wspomnienia ma się w głowie a nie w pudełkach- pouczyła mnie.
-Masz rację, jednak osoba w moim wieku ma już problemy z pamięcią i czasami muszę sobie pomóc zdjęciami lub jakąś pamiątką- roześmiałam się. Oczy dziewczynki momentalnie zrobiły się większe.
-Zdjęcia? Mogę zobaczyć?- ucieszyła się. Moja mała artystka uwielbiała takie rzeczy.
-Kochanie, tego jest tutaj tyle, że będziemy nad tym siedzieć aż do rana- stwierdziłam.
-Proszę!- zrobiła oczka szczeniaczka. Niezawodna sztuczka, zawsze na mnie działała.
-No dobrze, ale idź po dziadka, będzie mi potrzebny, bo dużo z tych rzeczy należy do niego, no i po twoich rodziców, zawsze lubili słuchać naszych opowieści o rodzinie- stwierdziłam.
-A Luke też może przyjść?- dopytywała się dziewczynka
-Oczywiście, że tak Cassie- odparłam. Po paru chwilach cała rodzina siedziała w kółku na podłodze na strychu. Carlos przyniósł koce, a moja synowa zrobiła wszystkim po kubku ciepłej herbaty. Otworzyłam pudło z najstarszą datą i na zmianę z mężem zaczęliśmy opowiadać historię naszego życia.
-Kiedy pierwszy raz zobaczyłem waszą babcię była nieprzytomna. Była kelnerką a jej szef ją zaatakował. Gdyby nie wujek James, Nina nie przeżyłaby nocy...- mówił Latynos. To niesamowite. Przeżyliśmy razem tyle niesamowitych lat, tyle przygód, rozstań, powrotów, smutków, radości, poznaliśmy tyle wspaniałych ludzi, zwiedziliśmy prawie cały świat, a nasza miłość nadal kwitnie. Zerknęłam na roześmianego Carlosa. Zmienił się. Odkąd David, nasz jedyny syn, stał się pełnoletni, Los również dojrzał. Później chłopcy na dobre porzucili swoje muzyczne kariery i zajęli się rodzinami. Kendall, Asia i ich córka na stali się naszą prawdziwą rodziną po tym, jak niespodziewanie David oświadczył się najmłodszej pannie Schmidt. Później urodziły się nam wnuki, Cassie i Luke. James nadal pozostał sobą, choć Maria sprawiła, że stał się nieco bardziej poważny i przestał być lalusiem. Teraz zachwyca się nad urodą ich dwójki synów. Trzeba przyznać, że bliźniaki odziedziczyli najlepsze cechy po ojcu i teraz są gwiazdami modelingu. Logan wraz ze swoją wybranką aktualnie są w Australii. Henderson robi tam studia podyplomowe z medycyny. I tak oto Big Time Rush stało się jedną wielką rodziną. Nasza przyjaźń nigdy nie zniknie, a miłość przetrwa wieki dzięki naszym dzieciom i wnukom.
-Babciu! Masz natychmiast powiedzieć co było dalej!- z zamyślenia wyrwała mnie Cassie.
-Już skarbie, to na czym skończyliśmy...?




KONIEC




***

Witam Was serdecznie w pod tym szczególnym dla mnie postem. Szczególnym pod wieloma względami, bo jest on jednocześnie początkiem jak i końcem. Gdyby ktoś 3 lata temu powiedział mi, że zostanę bloggerką i to w dodatku z tyloma wyświetleniami i komentarzami na blogu, prawdopodobnie wyśmiałabym go. Jednak teraz jestem dokładnie tą osobą. Dzięki temu blogowi o wieeeeeleeee lepiej piszę (co widać porównując chociażby ostatni rozdział z pierwszym), stałam się bardziej otwartą osobą no i uwierzyłam, że moje marzenia na prawdę mogą się spełnić. W każdym razie nie ma bloga bez czytelników więc możecie się wszyscy uważać za współautorów mojego dzieła :) Dlatego też chciałabym Wam serdecznie podziękować ze te wspólnie spędzone 3 lata. Jesteście wspaniali! (daruję sobie szczegółowe wymienianie osób bo zajęło by mi to wieki)
Koniec tego bloga musiał kiedyś nadejść. Stwierdziłam, że teraz jest na to najlepszy moment. Nie chciałam ciągnąć historii Niny w nieskończoność (powiedzmy sobie szczerze, zanudzilibyście się na śmierć, a i mi w końcu brakłoby pomysłów). Myślę, że takie zakończenie jest najlepsze. Wyjaśnia co stało się z bohaterami, a i pozostawia pole do popisu waszej wyobraźni. Mnie osobiście to satysfakcjonuje ;) Nie przedłużając, jeszcze raz dziękuję WAM serdecznie, żegnam i zapraszam na mój profil na wattpadzie, gdyby ktoś był ciekawy co dalej się ze mną dzieje (nie mam zamiaru znikać z internetów!) :D

Dziękuję i żegnam,

Nina Rusherka


wattpad: niebieski_kot

P.S. niedługo pojawi się również osobna notka ze statystykami ;)

2 komentarze:

  1. Tu RUSHERKA zmieniłam nazwe
    no a ja czekalam i czekalam na koniec, i jest swietny
    super i w ogole nadal pamietam jak tu trafilam
    no niestety na watt nie bede mogła czytac bo nie mam konta, ale zycze wielu sukcesów
    xo

    OdpowiedzUsuń