środa, 12 września 2012

RoZdZiAł 7

Rozdział 7

Z PERSPEKTYWY CARLOSA:

Obudziłem się rano natchniony pewną myślą. Wstałem, ubrałem się i czym prędzej pobiegłem budzić chłopaków. Wpierw wparowałem do pokoju Logana.
-Ej! Logi! Wstawaj!- szeptałem mu do ucha. Nic .Nie reagował. Z resztą było tak samo. Wpadłem na pewien pomysł. Zabrałem spryskiwacz do kwiatów i nalałem do niego wody. Zacząłem krzyczeć na cały głos: Nina! Nina! Mamy iść do Niny!- i tak w kółko chodząc po pokojach i psikając w chłopaków wodą.
- C  C C C C C C AA A A A A A A A A A A A A A A R R R R R R R R R R R R L L L L L L L L  L L L L L L L O O O O O O O O O O O O O O S S S S S S S S S  S S S S S S S ! ! ! ! ! ! ! ! ! ! ! ! ! ! ! ! ! ! ! ! ! ! ! ! ! ! !- wydarli się wszyscy na raz, włączając w to Katie i panią Knight.
- Przepraszam. Po prostu wpadłem na genialny pomysł i muszę wam o tym powiedzieć, a poza tym mamy przecież iść dziś do Niny. James jej obiecał.- wytłumaczyłem im.
- Dobrze Carlos to miłe, ale następnym razem budź nas trochę ciszej. Z pół Palm Woods przez ciebie nie śpi.- odpowiedziała pani Knight i poszła dalej spać
- Palant.- skomentowała Katie i zrobiła to co jej mama.
- Co to za pomysł Carlito ?- zapytał już spokojny i rozbudzony James
- Co wy na to aby zrobić dla Niny imprezę z okazji powrotu do zdrowia, jak wyjdzie ze szpitala?
- No cóż, właściwie do nawet dobry pomysł i idealnie pasuje do mojej niespodzianki- skomentował Kendall.
- A właśnie. Co to za niespodzianka?- podchwycił Logan
- Nie powiem. To ściśle tajne..-szepnął Kend wystawił nam język i wrócił do swojego pokoju.
- Co za uparciuch.- powiedział James i razem z Loganem odeszli. Zrobiłem kanapki na śniadanie. Kilka zapakowałem do pudełka. Zaniesiemy je Ninie. Po piętnastu minutach byliśmy gotowi do wyjścia. Złapaliśmy taxi i ruszyliśmy do szpitala, obgadując przy okazji szczegóły imprezy.

Z PERSPEKTYWY NINY:

Gdy się obudziłam ktoś krzątał się po pokoju.
- Halo? Jest tu ktoś?- spytałam
- Witaj Nino. To ja Martin, twój lekarz- usłyszałam w odpowiedzi
- Och, dzień dobry.- przywitałam się jak należy
- Przyszedłem ci powiedzieć, że wszystkie twoje wyniki są w porządku i już dziś możesz wyjść ze szpitala. Tylko musisz na siebie uważać i dobrze by było gdyby ktoś ci pomagał w niektórych czynnościach.
- Rozumiem, dziękuje. Dużo pan dla mnie zrobił
- Taka moja praca- i wyszedł
Chwilę poleżałam w ciszy. Zaczęłam myśleć o tym co się wczoraj stało. Byłam bardzo szczęśliwa, że odnalazłam mojego kuzyna. Jednak razem z tym wróciło to wszystko co się działo po jego zniknięciu, osiem lat temu. Posmutniałam. Z zamyślenia wyrwały mnie znajome głosy na korytarzu.
- Hejka kuzyneczko!- przywitał się James
- Siemka chłopaki. Więcej was nie mogło przyjść?- spytałam na żarty
- No wiesz co? Ja ci tu kanapki własnej roboty przynosze a ty takie teksty walisz?- spytał obrażony Carlos
- Przepraszam.Ale się nie zatruje co?
- Raczej nie. My jedliśmy i nic nam nie jest. Chyba, że tobie dodał coś specjalnego.- zażartował Logiś
- Muszę wam powiedzieć coś ważnego- przybrałam bardzo poważny ton. Ich miny były pewnie teraz bezcenne. Szkoda, że nic nie widzę. Po chwili napięcia wybuchłam głośnym śmiechem. Gdy się troche uspokoiłam powiedziałam: Już dziś mogę wyjść ze szpitla! Dostałam przed chwilą wypis!
- Ale nas przestraszyłaś- wyszeptał James
- To teraz czas na moją niespodziankę. Otóż, wtedy gdy tak szybko wybiegłem z sali i dowiedziałem się kiedy wychodzisz. Wykonałem pare telefonów i możesz zamieszkać z nami w Palm Woods! Dostaniesz osobny apartament, co prawda mały ale swój.- poinformował mnie Kendall
- To o tym nie chciałeś nam powiedzieć...- zamyślił się Carlito
- Ja...ja nie wiem co powiedzieć
- Po prostu się zgódź. Tak nam się odwdzięczysz za uratowanie ci życia.- dodał Kend
- Skoro tak.... zgoda!- uśmiechnęłam się. Po chwili reszta wybuchnęła okrzykami zachwytu. Jak ucichli zaczęli pakować moje rzeczy. Zadzwoniłam do mamy (z pomocą Jamesa). Odziwo się zgodziła. Pół godziny później siedziałam już z chłopakami w taksówce...

**********************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************

Przepraszam, że taki krótki ale brak weny. Moim zdaniem jest trochę nudny. Proszę o komentarze, odpowiedzi w ankiecie i do zobaczenia w sobotę !


AAAAAAAAAAAAAAAAAA.... prawie bym zapomniała. W sobotę będę mieć dla was małą niespodziankę. Dzięki wam wszystkim  ( nie chce mi się wymieniać) za miłe , śmieszne i zwariowane komentarze. To dla mnie bardzo ważne. Papa 
NINA RUSHERKA ;*

poniedziałek, 10 września 2012

RoZdZiAł 6

Rozdział 6

Teraz byłam już pewna. Oni to.... BIG TIME RUSH!!! Mój ukochany zespół. Nagle zorientowałam się że zapadła głucha cisza. Postanowiłam nie dawać im tej satysfakcji i udawać że ich nie znam.
- To fajnie. Może kiedyś mi coś zaśpiewacie, bo jakoś tak was NIE kojarze.- podkreśliłam słowo nie dla lepszego efektu- Ja też od czasu do czasu lubię sobie pośpiewać.- dodałam
- Oooo! Naprawdę ?- zaciekawił się Carlos
- Taaaaaaaaak! Naprawdę!- odpowiedziałam mu sarkastycznie.
- Pójdę spytać lekarza kiedy wychodzisz. Wpadłem właśnie na pomysł jak możesz nam się zrewanżować. Na razie- rzucił blondyn i wyszedł ( ba, prawie wybiegł) z sali. Chwilę jeszcze pogadałam z chłopakami i niestety musieli już iść bo ich szef zadzwonił. Nie powiem, polubiłam ich nawet. Powiedzieli, że postarają się mnie jak najczęściej odwiedzać, ale wontpie żeby takie gwiazdy miały na to czas. 
      Następnego dnia rano obudził mnie dzwonek mojego telefonu. Niestety nie mogłam go odebrać bo nie wiedziałam gdzie jest. Po chwili koś się koło mnie poruszył i odebrał.

ROZMOWA TELEFONICZNA:
Cloudia: Hallo? Nina?
James: Nie. Jestem James... Maslow proszę pani. Przyjaciel Niny.
C: Och! To ty jesteś ten który ją uratował? Doktor mi coś wspominał. Miło mi poznać ale szkoda że przez telefon.
J: Mi również jest szkoda.
C: Czy możesz przekazać Ninie pewną wiadomość?
J: Oczywiście że tak.
C: To w takim razie powiedz jej że nie mogę jej odwiedzać bo dostałam nową pracę, która mi na to nie pozwala, ale że bardzo tego żałuję. Powiedz że się jej odwdzięcze i żeby zadzwoniła jak będzie wychodzić ze szpitala i życz jej szybkiego powrotu do zdrowia.
J: Oczywiście, przekaże.
C: To w takim razie nie zawracam ci więcej głowy i mam nadzieję, że do zobaczenia.
J: Do widzenia.

I rozłączyli się. 
- James?- spytałam po chwili
- Już nie śpisz? Twoja mama przed chwilą dzwoniła- zdziwił się chłopak
-Tak, wiem, słyszałam waszą rozmowę. Czy mogę wiedzieć co cię tu sprowadza?
- Tak jak obiecałem, przyszłem cię odwiedzić i przekazać dobrą wiadomość.
- Jaką?- zaciekawiłam się
- Po jutrze możesz  wyjść ze szpitala!- rozweselił się na chwilę ale znowu posmutniał.
- Naprawdę? To super.- ucieszyłam się- I...?
- I co?- speszył się
- Słyszę, że coś cie gryzie.Mi możesz powiedzieć. W końcu jesteśmy przyjaciółmi. Tak czy nie?
- No tak. Bo widzisz.... strasznie mi przypominasz moją kuzynkę. Ostatni raz ją widziałem osiem lat temu. Jedyną pamiątką po niej jest pewne zdjęcie które mam i bardzo jesteś do niej podobna. Masz tak samo na imię, macie tyle samo lat. Podobny głos i czuje się jakbym cię znał już od bardzo dawna...- wydusił z siebie
- Ja...ja.... też mam takie zdjęcie z kuzynem. Wyjechał osiem lat temu do stanów i nie miałam z nim więcej kontaktu. Szkoda, bo bardzo go kochałam.- zaczęłam
- Czy myślisz....
- Chyba tak. Możliwe że jesteśmy spokrewnieni.- dokończyłam
- Dobra. Skoro to prawda to co lubiliśmy razem robić w przedszkolu?
- Dokuczać innym dzieciom. Zawsze dostawaliśmy za to karę. Prawie cały czas staliśmy w koncie ale i tak bardzo to lubiliśmy. A pamiętasz bal przebierańców w podstawówce?
- No pewnie! Przebraliśmy się wtedy za piekielne bliźniaki. Było całkiem zabawnie. Wszyscy się nas bali.
- Jami?
- Nika?
- Nawet nie wiesz jak ja za tobą tęskniłam!- krzyknęłam i rzuciłam się mu na szyję ( na oślep). Po chwili łzy zaczęły spływać mi z oczu. Wszystkie wspomnienia wróciły. Mój kochany Jami siedział koło mnie i mnie przytulał, a na dodatek był członkiem mojego ulubionego zespołu. Byłam taka szczęśliwa. Gdy uspokoiłam się troczę, opadłam na łóżko pierwszy raz od wielu lat czując radość. Przesiedzieliśmy tak do późnego wieczora wspominając wspólnie spędzone dzieciństwo. Było już grubo po północy gdy do Jamesa zaczęli dzwonić chłopacy. Niestety musiał już iść, ale tak jak poprzednio obiecał, że jutro wpadnie ale tym razem z chłopakami. Dziś zasnęłam z olbrzymim uśmiechem na twarzy. Odnalazłam mojego kochanego Jaymiego...

Z PERSPEKTYWY CARLOSA:

Rano James wymknął się do szpitalka. Musieliśmy go kryć przed Gustavo. Dzień minął nam dość spokojnie  ( jak na nas). Było już po północy. James się nie odzywał. Kendall jak zwykle zaczął panikować i wydzwaniać do niego. Za piątym razem odebrał. Kend trochę ponarzekał i zakończył tę krótką wymianę zdań.
- Mówi, że cały czas siedział u Niny i ma dla nas świetną wiadomość- zakomunikował
Po 20 minutach James wkroczył do naszego apartamentu cały w skowronkach.
- A ty co? Oświadczyłeś się jej czy co?- zażartowałem. Kendall (o dziwo) spojrzał na mnie karcącym wzrokiem.
- Nie. Nina to moja zaginiona kuzynka!- poinformował nas szczerząc się od ucha do ucha. Wszyscy nie mogliśmy w to uwierzyć. Zdecydowaliśmy że jutro odwiedzimy ją wszyscy razem. Chciałem wyciągnąć od Kendalla co knuł pod nosem, ale mi się nie udało. Zmęczony położyłem się spać w swoim pokoju.

***********************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************

Dziękuję wam za ok. 700 wejść i mnóstwo miłych komentarzy! Najbardziej dziękuje Jay, która ( moim zdaniem :P) zabardzo mnie wychwala na swoim blogu. Zapraszam do komentowania.

PS następny rozdział postaram się dodać w środę ;*
Pozdrawiam NINA RUSHERKA XD

PPS ostatnio dostaje muzycznego AD HD ! Wy też tak macie jak pomyślicie o BTR albo przeczytacie o nich jakiegoś bloga? XD XP

środa, 5 września 2012

RoZdZiAł 5

Dziękuję wam wszystkim za te miłe komentarze!  Życzę wam dobrych ocen w nadchodzącym roku szkolnym i zapraszam do czytania:
************************************************************************************************************

Rozdział 5

Z PERSPEKTYWY JAMESA :

Szedłem właśnie z chłopakami do klubu ,,Plaza" gdy w małej i wąskiej uliczce obok usłyszałem krzyki. Szturchnąłem Logana, który był najbliżej mnie i dałem mu znak żeby poszedł za mną. Reszta zrobiła to samo. Skradałem się po cichu do miejsca zkąd dochodził hałas. Pierwsze co zobaczyłem to chłopaka , który śmiał się okrutnie i kogoś kopał. Na podłodze było mnóstwo krwi. Podbiegłem do chłopaka i uderzyłem go z pięści w twarz.
- Dzwońcie na policję !- ryknąłem i odsunąłem się bo chłopak właśnie szykował kontr-atak . Złapałem go za nadgarstek i odciągnąłem od reszty. Carlos podbiegł i pomógł mi go przytrzymać, gdyż strasznie się wyrywał. Słyszałem jak Kendall dzwoni na pogotowie i policje, a Logan próbuje pomóc pobitej osobie. Po pięciu minutach usłyszeliśmy syreny. Policja zabrała szarpiącego się chłopaka, a lekarze zajęli się zakrwawioną dziewczyną... Tak , dopiero teraz zauważyłem, że to dziewczyna.... to okropne zrobić coś takiego i mam nadzieję , że ten koleś zgnije w więzieniu. Kendall dał lekarzom swój numer telefonu i poprosił żeby dali mu znać co z tą dziewczyną. Wystraszeni tym wydarzeniem wróciliśmy do Palm Woods. 

W niedzielę rano zadzwonił telefon Kendalla.
- Kend, telefon !!!- wrzasnąłem
- Już...już- powiedział i odebrał

ROZMOWA TELEFONICZNA:

Kend: Hallo?
Martin Smith: Dzień dobry. Tu doktor Martin Smith. Jestem lekarzem prowadzącym Niny McLeod, dziewczyny pobitej przed klubem. Czy dodzwoniłem się do Kendalla Knighta ?
K: Tak ,to ja. Co z tą dziewczyną?
MS: Wszystko w porządku .Przeszła operację i wczoraj wybudziła się ze śpiączki. Chciałem pana powiadomić, że można ją odwiedzić... Ba ... Jest to wręcz wskazane.
K: Dziękuje za wiadomość. Zaraz przyjadę z moimi kumplami.
MS: W takim razie do zobaczenia.
K: Do widzenia panu.

I rozłączył się. Chłopaki ,którzy od dłuższej chwili przysłuchiwali się tej rozmowie, spytali:
- I co z nią?
- Możemy ją dzisiaj odwiedzić. Miała operację ale już wybudziła się ze śpiączki.- zakomunikował blondyn
- To na co czekamy? Zbierać się i jedziemy!- powiedziałem szczęśliwy
Po 15 minutach byliśmy gotowi. Logan prowadził samochód i po około 20 minutach byliśmy w szpitalu. Udałem się do recepcji.
- Czy mogłaby pani powiedzieć nam gdzie leży Nina McLeod?- spytałem grzecznie i zrobiłem minę szczeniaczka.
- No.... Nie powinnam.... Och... Sala 205. Zaprowadzę was- odrzekła. Nie czekając na pielęgniarkę ruszyliśmy pędem do wspomnianej sali. 
-Szybciej Carlos!- wrzeszczał Logan
- Dawaj James! Nie ociągaj się !- zawtórował mu Kendall
- Chłopcy! Tak nie wolno!- krzyczała za nami pielęgniarka. Jak huragan wparowaliśmy do sali, a za nami zdyszana recepcjonistka.
- Jak tak dalej pójdzie, to puszczą ten szpital z dymem!- narzekała przez chwilę pielęgniarka po czym wyszła.
- To ja nie będę wam przeszkadzał.- powiedział doktor Smith i również wyszedł. Otsapliśmy chwilę po czym nas przedstawiłem:
- Cześć. Ja jestem James. Moi kumple obok to Carlos, Logan i Kendall.
- Cześć.- szepnęła nieśmiało dziewczyna.

Z PERSPEKTYWY NINY:

- Cześć- odpowiedziałam cichutko.- Czy możecie opisać jak wyglądacie, bo .... ja.... nie widzę was....- szepnęłam nieśmiało
- Przecież stoimy przed tobą- powiedział któryś chłopak.
- Ale... ja.... nie.... ja.... straciłam wzrok..... ale go odzyskam..... tylko nie wiem kiedy....-opowiedziałam zawstydzona
- OOO.... Ja cie bardzo przepraszam... nie wiedziałem- zmieszał się chłopak
- Nie szkodzi.
- A więc ja jestem Logan. Jestem średniego wzrostu brunetem. Po mojej lewej stoi James. Dość wysoki , długowłosy brunet. Obok niego stoi Carlos. Ciemnowłosy latynos. Jest z nas najniższy. A po mojej prawej stoi Kendall. Wysoki blondyn z zielonymi oczami.- powiedział, któryś. Nie wiem czemu ale ich głosy były mi dziwnie znajome.
- Aha. Dzięki.
- Widzisz... przyszliśmy tutaj zobaczyć jak się czujesz... bo... nie chcę się przechwalać, ale to my  cię uratowaliśmy.- zaczął James
- Naprawdę? W takim razie dziękuje. Nie wiem jak ja wam się odwdzięcze.
- Pomyślimy o tym później .Na razie musisz wyzdrowieć.- odezwał się blondyn
- Mogę wiedzieć czym się zajmujecie?
- Och.. my jesteśmy artystami... mamy zespół... pewnie nas nie znasz- zaczęli plątać sobie języki. Teraz byłam już pewna. Oni to ....

************************************************************************************************************************************************************************************************************************

I jak? Domyślacie się kim oni są? Hahaha... na pewno. Mam do was ogromną prośbę:
CZYTASZ, KOMENTUJ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
 Jest to dla mnie bardzo ważne, ponieważ mam mało komentarzy i nie wiem czy jest sens prowadzić dalej tego bloga. W czasie roku szkolnego postaram się dodawać dwa lub trzy rozdziały tygodniowo gdyż muszę się uczyć ( o ile będzie sens to robić bo jest was tu coraz mniej) . Do zobaczenia  NINA :**

piątek, 31 sierpnia 2012

rOzDzIaŁ 4

Rozdział 4

Z PERSPEKTYWY NINY:
Gdy się ocknęłam wszystko mnie bolało. Oczy piekły mnie jak diabli i nie umiałam ich otworzyć. Zaczęłam sobie przypominać co się tak właściwie stało. Jednak ból głowy był tak potworny, że musiałam robić to powoli. Pamiętałam jak wyszłam z klubu. . . potem ktoś mnie czymś oblał. . . zostałam uderzona w głowę . . . upadłam na ziemię. . . następnie głos Mika. . . i ten przeraźliwy śmiech. . .to było coś okropnego. . . potem ostry ból w brzuchu i straciłam przytomność. . . ale gdzie ja jestem ? Poruszyłam minimalnie palcem u ręki. Było ciężko ale się udało. Dopiero teraz poczułam że ktoś mnie trzyma za rękę. Z trudem, ale zacisnęłam delikatnie dłoń.
- Córeczko? Obudziłaś się już?- usłyszałam głos mamy
- Mama. . . - wychrypiałam- Mamo to ty ?
- Tak .Poczekaj chwilę .Zaraz wrócę.- powiedziała powoli i wyszła. Po chwili wróciła z jeszcze jedną osobą.
- Cześć Nino. Jestem twoim lekarzem prowadzącym a ty jesteś w szpitalu. Nazywam się Martin Smith. Po tym co się stało jakiś chłopak zadzwonił na pogotowie i policje. Miałaś delikatny wstrząs mózgu, pękniętą śledzionę, zostałaś również oblana kwasem. Przez jakiś czas będziesz niewidoma ale to minie. Normalnie też będą bóle brzucha i głowy. Ale na razie potrzebujesz dużo odpoczynku i snu.- zakomunikował i wyszedł. Nie powiem, byłam wykończona. Po chwili zamyślenia znowu zasnęłam.

Z PERSPEKTYWY CLOUDI:

Siedziałam w szpitalu całą niedzielę. W poniedziałek, wczesnym rankiem poczułam jak Nina ściska moją dłoń. Odetchnęłam z ulgą. Pobiegłam po lekarza. On wytłumaczył Ninie co się z nią działo i ruszył dalej na obchód. Zapadła cisza. Pomyślałam , że dziewczyna znowu zasnęła. Szczęśliwa, że się wybudziła, poszłam do domu się od świeżyć. 

Z PERSPEKTYWY NINY:

Obudziłam się następnego dnia rano . Była akurat pora lunchu. Do pokoju ktoś wszedł.
- Śpisz Nino ? To ja dr. Martin. Przyniosłem twoje lekarstwa- usłyszałam po chwili.
-Nie, nie śpie .- odpowiedziałam po cichu. Głowa mnie już nie bolała tak jak wczoraj, a i samopoczucie miałam o  niebo lepsze.
- Jak tam się czujemy?- zapytał radośnie Martin.
- Wspaniale.- odpowiedziałam 
- To dobrze- stwierdził lekarz- Niedługo będziesz miała gości. A nawet kilku- dodał gdy połknęłam tabletki.
- Uznałem , że przyda ci się wesołe towarzystwo. Ale najpierw przyjdzie tu dwóch policjantów. Chcą cię przesłuchać.-poinformował mnie niemal się śmiejąc.
- Dobrze- przytaknęłam. Po chwili do sali weszły dwie osoby w bardzo ciężkich butach. Domyśliłam się , że to policja.
- Dzień dobry panno McLeod. Chcielibyśmy się spytać o niejakiego Mike Lenisa.- powiedział jeden z nich. Powiedziałam im o wszystkim co wiedziałam o Mik'u i o tym co się stało wtedy pod klubem. Podziękowali za zeznania i wyszli. Rozmawiali jeszcze chwilę i doktorem. Po chwili Smith wrócił.
- Przyniosłem ci twój obiad. Dasz radę zjeść sama? - spytał kładąc tacę z jedzeniem na moich kolanach
- Jakoś sobie poradzę- powiedziałam. Nie chciałam mu robić większych kłopotów.
- Doktorze, a gdzie jest Cloudia?- spytałam zaciekawiona
- Jakąś godzinę temu wyszła. Mówiła , że ma coś pilnego do załatwienia i że zadzwoni do ciebie wieczorem.- posmutniałam trochę.
- Szybciej Carlos !
- Dawaj James ! Nie ociągaj się !
- Chłopcy tak nie wolno! To jest szpital!- usłyszałam krzyki na korytarzu
- Twoi goście są już na miejscu- powiedział doktor i do pokoju wpadło pięć zdyszanych osób.
- Jak tak dalej pójdzie to ten szpital puszczą z dymem !- zaskrzeczała pielęgniarka i wyszła.
- To ja was zostawiam samych- poinformował lekarz i opuścił salę.

************************************************************************************************************************************************************************************************************************
1) Dziękuję wam za tyle miłych komentarzy i zapraszam do dalszego komentowania
2) Prezent spodobał się mojej kumpeli ( kupiłam jej słuchawki i książkę). Dziękuję za podpowiedzi =)
3) Przepraszam ,że tak długo nie dodawałam kolejnego rozdziału ale mam problemy z komputerem i nie zawsze jest skłonny do współpracy :(

Do napisania  NINA =*

środa, 22 sierpnia 2012

RoZdZiAł 3

Rozdział 3
Z PERSPEKTYWY CLOUDI :

Po kłótni z Niną byłam zdenerwowana. To nie jest normalne, że 15-sto latka nigdy nie miała koleżanek. Zawsze była sama. Pilna uczennica, mała szara myszka. Bardzo bym chciała choć raz dać jej za coś szlaban. No, cóż ,muszę pogodzić się z tym jaka jest. Na siłę jej nie zmienię.
Aby się odprężyć wyszłam z domu na zakupy. Gdy wróciłam nie było Niny w domu. Zostawiła kartkę więc się o nią nie bałam. Położyłam się spać. Około 3 rano zadzwonił telefon. Wyświetlił się nieznany numer. Odebrałam.
- Halo? -spytałam
- Dzień dobry, tu szpital główny w Los Angeles- usłyszałam i serce podeszło mi do gardła- Jestem pielęgniarką w tym szpitalu i dzwonię żeby powiadomić panią ,że pańska córka została do nas przywieziona przez karetkę.- oznajmiła. Byłam w szoku. Nie wiedziałam co powiedzieć.
- Jak to ... w szpitalu. . .-wydusiłam z siebie po chwili milczenia
- Niestety nie mogę teraz pani nic więcej powiedzieć. Więcej informacji udzieli pani lekarz prowadzący profesor Marti Smith.- uzyskałam w odpowiedzi
- Dobrze , dziękuję. Już jadę.- rozłączyłam się i czym prędzej zamówiłam taksówkę do szpitala.
Gdy dotarłam na miejsce od razu zaczęłam pytać się o tego doktora. Po dziesięciu minutach go spotkałam. Zdziwiło mnie to , że jak na taki duży szpital to dość szybko go znalazłam.
- Doktorze i co z nią?- złapałam go wychodzącego z sali operacyjnej. 
- Kim pani jest ?- spytał
- Jestem matką Niny McLeod.- przedstawiłam się
- Ach . . . tak przed chwilą skończyłem ją operować. Pękła jej śledziona. Miała lekki wstrząs mózgu.  . . a , i została oblana jakimś kwasem i w najbliższym czasie straci wzrok, ale gdy oczy się zregenerują powinna go odzyskać.
- A czy mogę ją zobaczyć?- spytałam już troczę spokojniej.
- Tak , ale proszę się oszczędzać i ją  przy okazji też.- poinformował mnie i zaprowadził do sali w której leżała. 
- Dziękuję panie doktorze- szepnęłam i wyszedł.
Był to mały i przytulny pokoik z dwoma łóżkami. Na jednym z nich leżała Nina podłączona do kroplówki. Tak uroczo wyglądała. Postanowiłam, że będę przy niej czuwać dopóki nie wyzdrowieje. A potem . . . a potem się zobaczy . . .

1) Przepraszam ,że taki krótki ale brak weny twórczej ;) 
2) POMOCY. . .  doradźcie co kupić fance wampirów , wilkołaków i ostrego polskiego rocka na urodziny . . . ? Odpowiedzi proszę udzielać w komentarzach. . . 
PS dziękuje wam za to że odwiedzacie mojego bloga. Odwiedzajcie dalej, komentujcie i polecajcie komu się da :P                Pozdrowienia , wasza NINA :*

rozdział 2

Rozdział 2
Wybiegłam na ulicę i udałam się w stronę domu. Niestety nie miałam wyboru i musiałam wrócić   
wieczorem do klubu. Pracowałam tam. Dwa razy w tygodniu śpiewałam wieczorami covery znanych utworów. To był mój jedyny sposób na kieszonkowe. ,,Nie masz się czego bać dziewczyno. Tam będzie dużo ludzi. Nie zrobi ci nic przy świadkach"- pomyślałam.
- I tego się trzymaj -szepnęłam przed wejściem do domu.
- Mamo wróciłam!- zawołałam i zamknęłam drzwi wejściowe.
- Tu jestem Nino !- usłyszałam głos z salonu- Co tak szybko?- spytała Cloudia gdy mnie zobaczyła.
- Po prostu znudziło mi się samotne chodzenie po parku- powiedziałam powoli i wyraźnie. Nie chciałam jej mówić co się wydarzyło parę minut wcześniej. W telewizji leciał jakiś teleturniej więc zaczęłam go oglądać.
- Wiesz co, martwię się o ciebie. Może znalazłabyś sobie w końcu jakąś przyjaciółkę? Wydaje mi się , że coraz bardziej się w sobie zamykasz....
- To źle ci się wydaje ! Świetnie sobie radzę sama, bez żadnej kumpeli !- wydarłam się. Poniosły mnie emocje. To był drażliwy temat i wolałam o tym nie rozmawiać. 
- Przepraszam- wystękałam widząc z jakim przerażeniem patrzy na mnie Cloudia . Musiałam trochę ochłonąć. Obie musiałyśmy. Zamknęłam się w swoim pokoju. Rzuciłam torbę na biurko, zabrałam MP3 i położyłam się na łóżku słuchając Big Time Rush . To zawsze mnie uspokajało. Przeleżałam tak do samego wieczora. Musiałam iść już do pracy. Nie przebierając się wyszłam z domu. Wcześniej jednak zostawiłam Cloudi karteczkę przy lodówce z napisem :
,,Idę do klubu. Wrócę późno. Nie czekaj na mnie NINA"
Gdy dotarłam na miejsce klub ,, Plaza" wypełniony był po brzegi. Dopchałam się do sceny i zaczęłam śpiewać. Występ był udany. Około 3 rano skończyłam. Zabrałam swoje rzeczy i udałam się do wyjścia na zapleczu. Zdziwiło mnie, że nigdzie nie było Mika. Na główną ulicę prowadziła mała, ciemna i straszna uliczka. Nie cierpiałam tędy chodzić ale nie miałam wyboru. Zatrzasnęłam drzwi. Miałam dziwne wrażenie , że ktoś mnie obserwuje.
- Mike !Czy to ty?! Nie wygłupiaj się! Mike!?- krzyknęłam przerażona. Wtem ktoś wylał coś na moją twarz. Oczy zaczęły mnie strasznie piec. Zaczęłam histerycznie wrzeszczeć. Wtem poczułam mocny ból głowy. Upadłam na ziemię. Szumiało mi w głowie a oczy szczypały coraz bardziej. 
- Zakochałem się w tobie od pierwszego ujrzenia. Ale skoro ty nie odwzajemniasz tej miłości to postaram się abyś w nikim się nie zakochała poza mną.- usłyszałam głos Mika, a potem histeryczny śmiech. Poczułam jeszcze mocny ból brzucha i zemdlałam...


1) Przepraszam, że tak długo nic nie dodawałam ale zmarł mąż siostry mojej babci i zrobiło się małe zamieszanie. Musiałam zająć się młodszą siostrą i nie miałam czasu na pisanie.

2) Dziękuje wszystkim za komentowanie mojego bloga i zapraszam do dalszego odwiedzania tej strony           

Pozdrawiam Nina :*

poniedziałek, 20 sierpnia 2012

RoZdZiAł 1

Rozdział 1

Dryń! Dryń! Dryń! Dryń!
- Halo?- powiedziałam obudzona tym telefonem
- Cześć, to ja Mike. Mam do ciebie sprawę - usłyszałam ochrypły głos po drugiej stronie. Spojrzałam na zegarek. Wskazywał 4:59 a.m.
- Człowieku masz pojęcie ,która jest godzina ! Piąta rano! Czy ty zdajesz sobie sprawę, że widzieliśmy się zaledwie godzinę temu !..... Mam nadzieję ,że to coś ważnego- warknęłam
- No bo ... ja... to znaczy... możesz przyjść jutro do klubu? Bo Layla wzięła sobie wolne przed chwilą i nie mam kogo dać na zastępstwo.... To co .... przyjdziesz ?- wyjąkał
- A mam inne wyjście? Och.... przyjdę. Coś jeszcze czy mogę położyć się spać ?-zapytałam ziewając
- A o czym śnisz?
- Odwal się !- i rozłączyłam się. Zasnęłam z telefonem w ręku. Gdy się obudziłam z kuchni dobiegał odgłos radia. Grali właśnie ,, Epic '' mojego ulubionego zespołu. Był to wspaniały początek dnia. Ubrałam shorty i białą bluzkę na ramiączka. Cloudia jak zwykle pichciła pyszny obiadek.
- Hej mamuś!- przywitałam się
- Hejka skarbie! Już wstałaś? Jest dopiero 13:00.- odpowiedziała mi
- Taa...Nie chce mi się już spać . Mam dzisiaj przypływ energii czy coś w tym stylu.
- Może to dlatego, że zbliża się pełnia księżyca?- zasugerowała Cloudia
- Może...Co gotujesz? - nie ukrywam że zaczęło burczeć mi w brzuchu.
- Spaghetti, twoje ulubione.- uśmiechnęła się do mnie.Zjadłam je ze smakiem, popiłam mlekiem czekoladowym, i postanowiłam wyjść na spacer. W LA był dziś bardzo piękny dzień. Jak zwykle ,pomyślałam. Założyłam błękitną koszulę z zawiązanym na dole pękiem, beżowe sandałki i swoją ulubioną szmacianą torbę. Uśmiechnięta udałam się do parku. To byłby świetny dzień na spotkanie się ze swoją paczką. Niestety najpierw trzeba ją mieć , a ja takiej nie posiadałam. Zawsze byłam samotna, ale zaczęło mi to doskwierać dopiero gdy rok temu przeprowadziłam się do Los Angeles. Marzyłam o choć jednej przyjaciółce, której mogłabym się wygadać! Ale to nie zepsuje mi dzisiaj humoru. Poczułam wibracje w kieszeni.Dzwonił Mike.
- Czego znowu chcesz?- odebrałam telefon
- Od godziny powinnaś być w klubie ! Gdzie ty się podziewasz dziewczyno!?-wrzeszczał
- Już idę- rozłączył się.
    Wstałam i pobiegłam do klubu ,,Plaza" dwie przecznice dalej. Na drzwiach wisiała kartka z napisem ,, Zamknięte" . Zdziwiło mnie to. Weszłam do środka tylnimi drzwiami. Wszędzie było ciemno. Przy jednym ze stolików paliły się świece. Podeszłam tam.
- Podoba ci się ? Romantyczne prawda? - usłyszałam szept Mika. Objął mnie od tyłu w tali i zaczął całować po szyi.
- Mike co ty ?.... Przestań!- próbowałam mu się wyrwać. Kopnęłam go w czuły punkt i udało mi się uciec.
- Jeszcze tego pożałujesz !- usłyszałam za sobą....


Uwaga !!! Proszę was o szczere komentarze na temat bloga i postów. Jeśli wam się nie spodoba to go usunę . Pozdrowienia Nina o-O

niedziela, 19 sierpnia 2012

BoHaTeRoWiE

BOHATEROWIE:
- Nina McLeod  - główna bohaterka opowiadania


- Cloudia McLeod - mama Niny


- Mike Lenis - szef Niny


- Kendall Knight - najlepszy przyjaciel Niny


-Logan Mitchel - przyjaciel Niny


-Carlos Garcia -przyjaciel Niny


- James Diamond - najlepszy przyjaciel Niny
 

- Gustavo Rocque - menager zespołu


- Kelly  - pomocniczka Gustavo


- Lucy Stone - przyjaciółka Niny


- Camille Romano - przyjaciółka Niny


- Jo Taylor - przyjaciółka Niny


- pani Knight - mama Kendalla


- Katie Knight - siostra Kendalla




PS są to przypadkowe zdjęcia znalezione przeze mnie w internecie
Już niedługo rozdział 1 ! xo